piątek, 30 lipca 2004

1.

Przed jakąś chwilą uświadomiłem sobie, że czuję się tak, jakbym nie miał przeszłości. Wcześniej jakbym nie zdawał sobie z tego sprawy. Nie wiedziałem nawet jak długo trwa ten stan. Zupełnie jak gdybym oślepł nie wiedząc kiedy i dlaczego. Zapomniałem kolorów i kształtów. Przestraszyłem się jak cholera. Więcej - ogarnęło mnie przerażenie.
Kim jestem bez wspomnień ? – pomyślałem. Ze strachu na siłę zacząłem gmerać w głowie biorąc coraz to większe łyki zimnego piwa i coraz to intensywniej wchłaniając dym z taniej cygaretki.
Postanowiłem coś napisać. Pisząc poszukiwać. Znaleźć to co umknęło. W ten sposób znalazłem się tutaj, przed monitorem komputera, z palcami na zębach klawiatury.
Nie zależy mi na: chronologii, systematyce, wartkiej akcji, ortografii, interpunkcji, gramatyce, pornografii, psychologicznej głębi występujących postaci. Jestem tak zdesperowany, że błagam swoją podświadomość o cokolwiek, o najmniejsze szczegóły tyczące się mego ja przedwczorajszego, mego ja z ubiegłego tygodnia, mego ja sprzed kilkunastu lat.
Pragnę porozmawiać ze sobą czwartkowym, ubiegłorocznym, przedpotopowym.
Chcę dowiedzieć się jak bardzo się od nich oddaliłem, czy wyszło mi to na dobre, czy jestem w stanie nawiązać z nimi choć końcówkę wspólnego języka.
Macham rękami żeby odgonić pustkę, która jest jak mgła, jak dym z ognisk, jak duszący gaz.
Nie trwa to długo, po chwili z zawrotną prędkością między oczy wjeżdża mi pociąg wspomnień. Czarna jednooka lokomotywa ciągnie za sobą z tysiąc wagonów. Znów się boję, trzeba cholernej odwagi żeby wsiąść, żeby przeszukać wagon po wagonie, przedział po przedziale. Bez biletu, bez broni, oko w oko z umięśnionymi gorylami, pragnącymi zabrać portfel i wyrzucić moje słabe ciało przez brudne okno prosto na nasyp zapomnienia. Gdyby nie moja desperacja wycofałbym się, owinięty w folię zapadł w letarg.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz