środa, 6 października 2004

236.

Przed kilkoma minutami wpadła tu mucha i zaczęła wściekle latać koło mojej głowy, w pierwszej chwili myślałem, że może jest zwyczajnie pierdolnięta ale po chwili uświadomiłem sobie, że to ONI ją nasłali, że JUŻ dowiedzieli się, że należę do GUERILLA MAGILLA, że wsadzili w nią mikronadajnik z mikrokamerą i mikromikrofonem by śledzić mój każdy ruch i dźwięk, ale ja znów okazałem się sprytniejszy - mianowicie tak jej przypierdoliłem gazetą, że zmiażdżyłem ją na czerwonożółtą paskudną papkę.
Nawet nie próbowałem odszukać ukrytych w niej mikroprocesorków - ONI produkują takie rzeczy, które w razie WSYPY ulegają biodegradacji.

niedziela, 3 października 2004

223.

Jak szczur w wiadrze wypełnionym wodą pływam dookoła szukając wyjścia.
Im więcej się szamoczę tym większa ogarnia
mnie pewność, że jedynym wyjściem jest zaprzestanie walki i pójście na dno.

piątek, 1 października 2004

221

Wczoraj wspominałem mój samochód, co mu trzeba, czego wymaga, jak mu dogodzić - a dziś rano ten skurwiel potraktował mnie jak złodzieja.
W środku miasta, w drodze do pracy odciął dopływ paliwa i włączył alarm.
Pech chciał, że nie miałem przy sobie pilota i w żaden sposób nie mogłem go wyłączyć.
Czułem się jak idiota stojąc tak przy wyjącym, migającym wszystkimi światłami aucie, na samym środku skrzyżowania.
W końcu opanowałem emocje, wóz zepchnąłem na pobocze, odłączyłem akumulator i skoczyłem do domu po pilota.
Nieszczęścia chodzą jednak parami.
Po przyjeździe okazało się, że baterie w pilocie są WYTRACONE.
No to wyruszyłem w poszukiwaniu punktu, w którym mógłbym wymienić baterie.
Okazało się, że to jest mission impossible o tej godzinie w moim mieście dostać baterie do pilota samochodowego.
Ostatecznie po długich poszukiwaniach udało mi się trafić na gościa, który na miejskim targowisku handluje zegarkami i pierdółkami.
Wymienił mi baterie, wróciłem do porzuconego samochodu ( a droga ta była daleka i bardzo niebezpieczna ) - w międzyczasie jeszcze zachciało mi się siusiu, zadziwiające jest to, że siku zachciewa się zawsze w najmniej oczekiwanych momentach, zwłaszcza jak człowiek duma nad czymś intensywnie.

W sumie skończyło się szczęśliwie, grunt że dwie bite godziny minęły a ja zamiast siedzieć w pracy przeżyłem cudowną, niezapomnianą przygodę.

Dziękuję samochodziku i przepraszam, że nazwałem cię skurwielem.