sobota, 27 sierpnia 2011

Segregacja rasowa

Od października wszystkie odpadki żywnościowe mają wędrować do osobnego zielonego kosza. Napisali w bezpłatnej councilowskiej gazecie.



Czyli kolejny kosz przybędzie.
Powiedziałem  małży, że zamiast zamawiać kosz powinniśmy po prostu wszystko zjadać, ewentualnie kupić świnię i trzymać w gardenie.
Długi weekend zapowiada się deszczowo, pocieszeniem są schabowe na obiad.
Wczoraj na targu w Boltonie zakupiliśmy z małżą trochę mięsa i warzyw.
Takie tam piersi z kurczaka, schab, koperek, zielona pietruszka, marchewka, sałata, rzodkiewka, młode ziemniaki
( jeszcze są młode ?).
Co do warzyw ręki sobie nie dam uciąć, że nie są genetycznie zmodyfikowane.
Jeden z ziemniaków rozmawiał wczoraj z pomarańczą.
Wyraźnie słyszałem.

piątek, 26 sierpnia 2011

Koniec żartów

Żarty się skończyły. Dziś muszę rzucić palenie. Duszę się, kaszlę i jest mi kurwa źle z tym. Postanowiłem, że kupię sobie dzisiaj grę pod tytułem Deus Ex Human Revolution ( jak dziecko ! ) i to ma być taką niby motywacją.
Z nowości. Wczoraj miałem poważny telefon w sprawie pracy, w przyszły czwartek wysoce prawdopodobne spotkanie.
Czyżby w końcu coś miałoby się ruszyć w tej mętnej wodzie ?



Potrzebne są zmiany, konieczne są zmiany...

A w Anglii dla większości rozpoczyna się dłuuuuuuuuuugi weekend.
W poniedziałek Bank Holiday.


środa, 24 sierpnia 2011

Great Moments in British History

Dziś przedstawiam najważniejsze momenty w brytyjskiej historii według Johna O`Farrela, autora książki pod tytułem: An Utterly Impartial History of Britain or 2000 years of Upper Class Idiots in charge. 



Tłumaczenie i dobór zdjęć by Bydlog™.

450 - Anglowie, Sasi i Jutowie dokonują inwazji na południowo- zachodnią Brytanię.
Londyńczycy spokojnie przenoszą się do swoich domków letniskowych w Kornwalii.

596 - Święty Augustyn, arcybiskup Cantenbury zaprasza saskich pogan do uczestnictwa w szkółkach niedzielnych "tylko po to żeby zorientowali się o co w tym wszystkim chodzi".



761 - Król anglosaski Offa deklaruje, że tylko Wielki Wał może powstrzymać rozrabiających Walijczyków. Ktoś proponuje siostrę Olafa.



793 - Wikingowie plądrują małą wyspę Lindisfarne słynną z tego, że Polański nakręcił na niej Matnię. Wśród ludu ogólne rozczarowanie spowodowane faktem, że Wikingowie to nie hipisowska grupa folkowa.





947- Skandynawowie podbijają angielskie księstwa wprowadzając terror i meble z Ikei.



1075 - Tkanina z Bayeux przedstawia paskudną śmierć króla Harolda II w bitwie pod Hastings. Pojawiają się głosy oburzenia po tym jak niektórzy zaczynają nazywać ją: "paskudna tkanina".



1191 - Ryszard I przyłącza się do Trzeciej Krucjaty przekonując niezdecydowanych, że Saladyn posiada broń masowego rażenia.



1215 - Król Jan bez Ziemi akceptuje Wielką Kartę Swobód. Od tej chwili władza monarchy ogranicza się do otwierania okolicznościowych imprez sportowych.





1265 - Powołany zostaje pierwszy Parlament. Liberalni demokraci żądają proporcjonalnych wyborów.



1337- Król Edward III obiecuje zakończyć Wojnę Stuletnią przed świętami Bożego Narodzenia.

1349 - Czarna Śmierć zabija dwie piąte populacji ale zwolennicy medycyny homeopatycznej nadal uparcie trwają przy swoim.



1415 - Henryk V masakruje tysiące Francuzów w bitwie pod Agincourt żeby zemścić się za zachowanie szczególnie chamskiego francuskiego kelnera.

1455 - Po tym jak koleś z Yorkshire zostaje zapytany, z której części Lancashire pochodzi rozpoczyna się Wojna Róż.



 1533 - Henryk VIII, znany król i tekściarz nakazuje egzekucję swojej drugiej żony Anny Boleyn po drobnej małżeńskiej sprzeczce.



1570 - Protestanci i katolicy zgadzają się nie zgadzać.

1649 - Karol I skazany na dekapitację. Po apelacji głowę przyszyto z powrotem.



1650 - Cromwell zakazuje obchodzenia świąt Bożego Narodzenia po tym jak zapomniał kupić żonie prezent.

1688- Wspaniała Rewolucja wprowadza wolność słowa, wolność polityczną i prawo do bicia katolików.

1707 - Akt Unii łączy Szkocję i Anglię. Traktat postanawia, że szkoccy sportowcy nazywani będą brytyjskimi dopóty dopóki będą osiągać sukcesy.



1763 - Wojna Siedmioletnia kończy się zgodnie z planem.

1769 - James Watt opatentowuje silnik parowy co ma za chwilę rozpocząć Rewolucję Przemysłową.



1770 - Cała populacja Anglii przenosi się do małej kamienicy w Manchesterze.



1776 - Amerykanie deklarują niepodległość niezadowoleni z brytyjskich usług stomatologicznych.



1815 - Wellington wygrywa konkurs Eurowizji z piosenką "Waterloo".

1885 - Florence Nightingale uczy pielęgniarki myć ręce żeby raz na zawsze skończyć ze szpitalnymi infekcjami.



1918 - Niemcy przyznają, że przegrali Pierwszą Wojnę Światową. Ogólny niepokój w związku ze słowem "Pierwszą".

1921 - Irlandczycy zdobywają niepodległość a większość z nich przenosi się do dzielnicy Kilburn w Londynie.



1930 - Wielki Kryzys. Wszyscy ubierają szmaty i podpierają ściany budynków w oczekiwaniu na Drugą Wojnę Światową.



1939 - Najazd Niemców na Polskę. Chamberlain ogłasza przez radio Drugą Wojnę Światową.



1940 - Winston Churchill znajduje ofertę pracy na stanowisko premiera w Guardianie.



1941- Hitler wypowiada wojnę Sowietom, Ameryce i Rycerzom Jedi.



1944 - D- day. Pierwszy raz w historii Brytyjczycy są na plaży przed Niemcami.


wtorek, 23 sierpnia 2011

Kiepski again

Pogoda się spieprzyła więc kot ma minę jak Gizmo. W sprawie roboty nie oddzwonili więc mi też nie jest lepiej. 
Kolejna karta zdrapka pusta.
Wieczorem gonię małżę do łóżka "bo rano do roboty".
Kiepski, Kiepski - tylko Paździocha brak.
No i nie ma żadnego pomysła.
Nastrój przezroczysty. Ani doła, ani zadowolenia - kompletnie nic.


poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Woskowy Matrix

Nie chcę być złośliwy ale kiedy w Onecie zobaczyłem zdjęcie Katarzyny Skrzyneckiej ze swoim facetem - byłem pewny, że ten gość to woskowa figura Keanu Reevesa. Albo przynajmniej jego makieta.

Pytanie do WIkiLeaks

Mam takie pytanie do WikiLeaks.

Co macie na Boga ?

Robota ?

Tfu, tfu, żeby nie zapeszyć - chyba będę musiał skreślić "znaleźć głupiej roboty" w poprzedniej notce. Dostałem text message, oddzwoniłem i teraz ONI mają oddzwonić. Taki głuchy telefon albo co.
Pomyślałem, że nie nadawałbym się na wojnę, do tego całego strzelania i rzucania granatami. Wiem o tym bo słabo mi szło w Modern Warfare i Battlefield 2.

Niemoc

Nie mogę pojąć dlaczego nie mogę:

-wygrać w Lotto
-napisać książki
-znaleźć głupiej roboty
-być miłym dla otoczenia
-pojąć dlaczego

Znalazłoby się tego jeszcze trochę i ciut ciut.

A tu kolejny poniedziałek, kolejny tydzień, a życie ucieka między palcami.
W dodatku ten problem z pralką. Po każdym praniu ciuchy śmierdzą stęchlizną.
Zupełnie jakby leżały tydzień w wilgotnej piwnicy.
Nic, nastawiłem na 90 stopni i wlałem butelkę octu. Może to pomoże.


niedziela, 21 sierpnia 2011

Różnica klimatów

Spotkanie było przyzwoite ale bez rewelacji.
Goście sympatyczni ale nadawaliśmy zupełnie na innych falach.

 I to by było na tyle.


piątek, 19 sierpnia 2011

Gry

Kiedy gram w jakąś grę na konsoli małża zawsze patrzy z politowaniem i mruczy:
-Ile ty masz lat.
Nie rozumie kobita, że to hobby jak każde inne.
Moja historia grywania w te wszystkie gierki sięga zamierzchłych czasów.
Grać zacząłem w momencie kiedy stałem się szczęśliwym posiadaczem wspaniałego komputera przenośnego firmy Optimus, z tego co pamiętam miał on procesor 486.
Pierwsze gry:

-Castle Wolfenstein, 
-Doom
-Duna
-System Shock
-Carmageddon


Później komputery zaczęły się rozwijać, gry zaczęły się rozwijać, w końcu przestałem nadążać z kartami graficznymi i kupiłem playstation 2.

Gry na tę niepozorną konsolę, które wryły mi się mocno w pamięć to:
-Project Zero, japoński horror znany także pod nazwą Fatal Frame, opowiadający o dziewczynce, która ma rozwiązać zagadki nawiedzonego domu. Przy tej gierce wszelkie te japońskie filmy typu Ring czy Klątwa wysiadają. Ciarki mi szły po plecach jak w to grałem. Na pudełku było wyraźne ostrzeżenie - że osoby ze słabym sercem nie powinny używać tego produktu.




-Metal Gear Solid Snake Eater, piękna gra Hideo Kojimy

-The Getaway, dzięki tej gierce nauczyłem się prowadzić samochód lewą stroną drogi.

ciąg dalszy przynudzania o grach może nastąpi

Goście, goście

Dziś goście. 
Muszę poodkurzać mieszkanie ( kurwa jak ja tego nienawidzę ), pojechać do polskiego sklepu kupić coś na grilla, wykąpać się i to chyba wszystko.
Już jestem zmęczony jak o tym myślę.
24 piwa kupiłem - powinno wystarczyć. Gość ma przywieźć butelkę whisky.
Mam nadzieję, że nie uchleję się na maksa i nie zrobię z siebie świni czyli zwierzęcia, które siedzi we mnie i tylko czeka żeby wyskoczyć.
Stary, dobry Hunter S. Thompson pisał, że nie ma nic gorszego niż facet w ciągu eterowym. Widocznie nie widział mnie w ciągu alkoholowym.
No ale może nie będzie aż tak źle. Życie jest za krótkie żeby się martwić.
Aha, muszę jeszcze wyczyścić historię przeglądanych stron.
Jakoś nie mam ochoty żeby goście przez przypadek zajrzeli na mojego cudnego blogaska.




czwartek, 18 sierpnia 2011

Kącik emigracyjnej poezji brukowej

Wiersz o zwierzętach

Kot gryzie mnie
Ja gryzę kota
Taki to ze mnie
Gupi idiota 

Wiersz erotyczny dwie kromki

Zjadłem dwie kromki z paprykarzem
i zrobię co mi każesz
Zjadłem dwie kromki z ogórkiem kiszonym
I jestem w sumie zadowolony
Zjadłem dwie kromki ze smalcem
I wiem, że chleb był z zakalcem
Zjadłem dwie kromki z pasztetem
I zrobię Ci zaraz minetę 

Wiersz zdradliwy

Spadki na giełdach
Spodki na niebie
A ja już kurwo
Nie kocham Ciebie

Znalazłem inną
Łajzę w spódnicy
Kasę mi winną
I kompot w piwnicy

Pięć minut

Ostatnio z kumplem mailowo ustaliliśmy, że nasze pięć minut minęło.
Nie ma już żadnych szans na zostanie:
-sławnym
-bogatym
-młodym
-przystojnym
-inteligentnym.

I trzeba się z tym, kurwa, pogodzić !

Z sennika Bydloga

Bezgłowy ojciec - nadciągająca impotencja.
Pies chory na lewe oko - jednostronne widzenie świata.
Dynamicznie rozwijający się rynek telefonów komórkowych - rak mózgu.

Sam nie wiem, który sen najgorszy.

środa, 17 sierpnia 2011

Well done !

Złom odpicowany.


Można dalej zabijać zmutowane insekty.


Dwie wersje

Wersja asertywna

Spędzam najdłuższe wakacje mojego życia w przepięknej, malowniczej miejscowości Horwich na Wyspach Brytyjskich. Jest cudowna pogoda, z wyjątkiem pojawiających się raz na jakiś czas przelotnych opadów deszczu.
Mam wiele czasu na rozmyślania, przede wszystkim o tym jak wspaniałym i genialnym człowiekiem jestem.
Czas poświęcam także na samodoskonalenie, piszę rewelacyjny blog, czytam klasykę literatury i oglądam najlepsze, wielokrotnie nagradzane filmy.

Wersja nieasertywna

Jestem bezrobotny od wielu tygodni. W takiej zasyfiałej, obskurnej dziurze jak ta wiocha Horwich nic gorszego nie mogło mi się przytrafić. To chyba najbardziej beznadziejny shithole na całych tych popapranych Wyspach Brytyjskich. Pogoda jest paskudna, czasami tylko zza chmur wychodzi słońce, i to chyba tylko po to żeby mnie bardziej zdołować, przypomnieć że są miejsca na Ziemi gdzie lato wygląda jak lato. Mam wiele czasu na rozmyślania, głównie o tym jakim jestem lumpem, bezmózgiem i nieudacznikiem. Z tych nudów i dołów wziąłem się za pisanie tego koszmarnego blogu, na który normalnie chce mi się rzygać.
Czytam też jakieś wypociny nazywane powszechnie literaturą piękną i oglądam kiepskie, nie wiadomo dlaczego i przez kogo nagradzane, filmidła.


Tyczka i myjnia.

Śniło mi się, że studiowałem w Moskwie, pisałem pracę dyplomową na temat życia Michaiła Bułhakova. W tamtejszej bibliotece studentów odwiedził sam premier Putin, ze mną nawet zamienił kilka zdań. Przesympatyczny człowiek. Powiedział:
-Ucz się rosyjskiego bo ten język to przyszłość.
Kiedy się obudziłem czułem jeszcze zapach jego drogich perfum.
Rano natomiast, zazwyczaj z małżą oglądamy "wczorajsze" wiadomości TVN w internecie. Pokazali gościa, który pobił rekord Polski w skoku o tyczce. Wypowiadała się jego, skądinąd bardzo sympatyczna, dziewczyna, mocno przejęta sukcesem swojego faceta.
-Lepiej uważaj bo jak on tak skacze, to może nieźle na boki skakać - ostrzegłem dziewczynę w wiadomościach.
-No pewnie. Z taką tyczką... - dodała małża.
Po tefałenowskim seansie kiedy szykowaliśmy się do wyjścia dostałem od małży instruktaż. Kolejny z serii "panika przed wizytą gości".
-Pojedziesz dzisiaj do myjni. Niech umyją i odkurzą ten syf. Wiesz on ( znaczy ten jej znajomy, który ma być u nas na weekend ) interesuje się samochodami, może będzie chciał pooglądać ten nasz złom. 
Dodam tylko, że ostatni raz w myjni byłem ponad rok temu, przed wizytą w Anglii mojego ojca. Zawsze uważałem, że w krainie deszczowców korzystanie z myjni samochodowej to kaprys.
No ale odkurzyć trzeba, to fakt.

wtorek, 16 sierpnia 2011

Spotkanie towarzyskie

Małża zaprosiła do nas na weekend parkę Polaków, znajomych z którymi pracuje.
-Nie możemy być takimi odludkami - stwierdziła.
On interesuje się motoryzacją, znaczy lubi grzebać w samochodach i zna się na tym. Ona dużo przeklina, pali papierosy i chce mieć dziecko z próbówki.
-Palą trawę ? - spytałem rzeczowo.
Odpowiedź małży pozbawiła mnie złudzeń.
I teraz myślę - o czym będę z nimi gadał. Właściwie z nim, bo kobity na pewno znajdą sobie wspólne tematy. Szczerze mówiąc przez tą kilkuletnią angielską isolation, odzwyczaiłem się od zwyczajnych rozmów z ludźmi. Ostatnia impreza w jakiej brałem udział miała miejsce w 2008 roku podczas mojego pobytu w Polsce.
Później dwa razy spotkaliśmy się z pewnym angielskim małżeństwem, raz u nich, raz u nas - były to dosyć drętwe spotkania mimo wypitego piwa.
Raz był u mnie mój angielski kumpel Sam Smith, około dwudziestopięcioletni, wysoki, chudy jak patyk, fan gier konsolowych. Wtedy było nawet nieźle, mieliśmy wspólne tematy, trochę wypiliśmy, całkiem wesoło było.
Od tamtego czasu wciąż planujemy powtórkę, ale jakoś nie wychodzi. Muszę się z nim zdzwonić, zwłaszcza, że znalazł sobie dziewuchę i jak powiedział mi ostatnio przez telefon jest teraz engaged. Cokolwiek to znaczy to nawet lepiej dla przyszłego spotkania, bo jak był sam, moja małża trochę się nudziła.
Byliśmy też na balu noworocznym w restauracji Portofino w Blackrod, było całkiem sympatycznie, świetne żarcie, szczególnie cielęce pulpeciki w sosie pomidorowym, rozkosz w gębie. Knajpę prowadzą Sycylijczycy z krwi i kości, o czym dowiedziałem się od pracującej w kuchni Polki.
No i ot całe nasze życie towarzyskie jak do tej pory.
A teraz ci Polacy. Może i dobrze - będzie o czym napisać na blogu.
Małża oczywiście jest podniecona. Wczoraj zmusiła mnie do odwiedzenia sklepu obuwniczego Wynsors. Kazała mi kupić sobie jakieś buty. Inaczej - musiałem kupić jakieś buty dla siebie. Nie wiem czy to z okazji tej ich wizyty, bo przecież w butach i tak we własnej chałupie nie będę siedział. Wybrałem takie nie najdroższe za 35 funtów a ona zagaduje:
- Może by kupić dwie pary kapci dla gości ?
I tu pojawia się ten odwieczny problem. Podobno kulturalnie jest jak goście pozostają we własnych butach w czasie wizyty, kapcie to obciach.
Zwłaszcza kapcie używane wcześniej przez tabuny poprzednich gości.
No ale co jeśli goście są uparci i ściągają buty mimo nalegań gospodarzy.
Bez butów to też jakoś nie ten tego.
Delikatna kwestia, cholera.
Wtedy dwie pary nowych kapci, z nieoderwanymi metkami na dowód, mogłyby okazać się przydatne.
Ostatecznie kapci nie kupiliśmy a problem pozostał w zawieszeniu.
Może Wy coś podpowiecie ?

Zawsze kiedy kupuję nową parę butów największą radochę ma mój kot.




Aha i jeszcze jedno. Małża wyjęła z szuflady moją zakurzoną obrączkę i kazała założyć. To chyba też z okazji tej wizyty.

Jersey

Wyspa Jersey, na której większość przestępstw zostało - jak do tej pory - popełnionych w serialu BBC pod tytułem Bergerac, stała się niesławną za sprawą naszego rodaka.
Media oczywiście to kochają, zachłystują się, nawet ostatnie riots zbladły przy tej zbrodni. 
Można powiedzieć jedynie: shit happens i wzruszyć ramionami, ewentualnie przełączyć TV na jakiś program o zwierzętach.
Można też postawić pewną tezę - mianowicie, że w tym roku najlepiej morduje się na wyspach. 
Można pójść jeszcze dalej - na wyspach, które nie należą do Unii Europejskiej.

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Mary Jane

Zastanawiam się jak ja mogłem palić tyle lat te papierochy.
To okropne. Ile pieniędzy, ile syfu w płucach, ile nerwów i stresów.
Od dziś jeśli już - to tylko i wyłącznie Mary Jane

Over optimistic


The Who 1921

Lover:
Got a feeling '21
Is going to be a good year,
Especially if you and me
See it in together.

Father:
So you think '21
Is going to be a good year?
It could be good for me and her,
But you and her - no, never!
I had no reason to be over optimistic,
But somehow, when you smiled
I could brave bad weather...

Mother:
What about the boy?
What about the boy?
What about the boy?
He saw it all!

Mother & Father
(Tommy):
You didn't hear it.
(I heard it)
You didn't see it.
(I saw it)
You won't say nothing to no one
(I won't say nothing to no one)
Never in your life.
(never in my life)
You never heard it.
(I heard it)
Oh, how absurd it all seems
Without any proof.
(How absurd it all seems without any proof)
You didn't hear it.
(I heard it)
You didn't see it.
(I saw it)
You never heard it - not a word of it!
(I heard it - every word of it)
You won't say nothing to no one,
(I won't say nothing to no one)
Never tell a soul
What you know is the truth.
(Never tell a soul
What I know is the truth)

Father:

Got a feeling '21
Is going to be a good year,
Especially if you and me
See it in together.
Got a feeling '21
Is going to be a good year,
Especially if you and me
See it in together.
I had no reason to be over optimistic,
But somehow, when you smiled, I could brave bad weather...

Mother:

What about the boy...?


-------------------------------------------------

Dziś minęłaby dwudziesta rocznica mojego pierwszego ślubu - oczywiście gdybym się nie rozwiódł. A może takie rocznice liczą się bez względu na rozwód. W końcu to ślub kościelny - czyli wciąż ważny z pewnego punktu widzenia. Ale mniejsza z tym, nie piszę o tym z jakiejś tęsknoty czy nostalgii, tylko najzwyczajniej w świecie sobie przypominam - i uświadamiam upływ czasu i zmienne koleje ludzkiego losu.
We wrześniu piąta rocznica mojego drugiego ślubu i ta jest dla mnie ważniejsza. Choć generalnie nie cierpię rocznic, urodzin, Sylwestrów i takich tam - bo to przecież nic wesołego.
Dziś od rana jestem over optimistic, podjąłem znów decyzję o zaprzestaniu palenia ( terminu jeszcze nie ustaliłem, ale co tam, zrobi się i to ), łykam magnez,no i coś mi mówi, że już niedługo znajdę pracę. Co to jest to coś - nie wiem, jakieś podskórne przeczucie, kosmiczne fluidy, głosy z tamtego świata czy może jeszcze inne coś, trudno określić.

niedziela, 14 sierpnia 2011

Niedziela

Niedziela w Horwich to dzień pusty, dzień bez ruchu, dzień ciszy na ulicach.
Podobnie jest w mojej głowie: pustka, cisza i bezruch.

A wczoraj zrobiłem zdjęcie.


Ostatnio rozbawiła mnie informacja, że w Polsce zlikwidowano nielegalną wytwórnię skarpet. Prawdziwy sukces policji.

piątek, 12 sierpnia 2011

Putin

Co jak co ale Vladimir Putin to zajebisty gość.
James Bond przy nim na mały pikuś.

U mnie cacy, kupiłem sobie Dębowe Mocne w polskim sklepie.

Jakiś ruch dziś koło pubu. Chyba wynoszą ze środka.

A BBC z dumą ogłasza, że dwie matki kolesi, którzy brali udział w zadymach podpierdoliły ich na policję. 

A ja mimo wszystko kocham moją macochę Anglię. 

No i niezły film, który co prawda lekko trąci myszką ale warto obejrzeć: Threads.
Opis na filmłebie

czwartek, 11 sierpnia 2011

Życie na kredyt

Coraz częściej rozmyślam o śmierci. Boję się jej irracjonalnie, mam stracha przed tym całym "ustaniem funkcji życiowych", a z drugiej strony myślę, że skończy się ta cała udręka inside.
Tyle, że nie poczuję ulgi, że męka się skończyła - bo nic już czuć nie będę. 
No i co to za frajda ?
Już ponad dwadzieścia lat żyję na kredyt, tyle minęło od jedynej i nieudanej próby.
Teraz przynajmniej wiem jak zrobić żeby się udało.
Ale odkładam to na jutro podobnie jak rzucenie palenia.

rEQUIEM DLA SNU

Jutro znów do tego pierdolonego Department of Employment.
Dopiero jutro a już mnie to wkurwia.
Ogólnie to pasowałbym jako jeden z ( anty ) bohaterów "Requiem dla snu".
Kot biedny cały dzień na parapecie w kuchni przez ten deszcz. Szkoda mi bydlaka.
Przejebane ma życie. On też by się nadał do wyżej wymienionego filmu.

Nihil novi sub sole

Podobno się uspokoiło. Ci chłopcy od zadym przydaliby się do rozbiórki pubu.
Deszcz nie ustaje. A ja gram w Fallout New Vegas. Jedna z metod zakosztowania innej rzeczywistości. Też zresztą nie najlepszej.

środa, 10 sierpnia 2011

Guerilla Magilla

Leje od rana. Nic mi się nie chce.
A w mediach brytyjskich debatują jak mogło dojść do takich zadym.
Wczoraj wieczorem zadymiali w Manchesterze. To już całkiem niedaleko. Pakole i Hindusi tworzą straż obywatelską. 
A ja znów muszę powołać Guerilla Magilla.


wtorek, 9 sierpnia 2011

Zamieszki

U mnie spokój. Jest piękny słoneczny dzień, którego w żaden sposób nie jestem w stanie opisać słowami - pomimo tego, że z zamiłowania jestem poetą.
Nie ma zamieszek a jedyna zadyma w okolicy to strzyżenie trawników.
Może dlatego, że Horwich to właściwie taka większa wioska, w której ludzie poszukują raczej promocji niż rewolucji. 
Zamieszkuje tu około 20 000 ludzi, z których widziałem może kilkudziesięciu. Jeśli chodzi o czarnoskórych to tylko jednego.
Ma na imię Flavio, jest Portugalczykiem i ciągle chodzi pijany.
Podejrzewam, że sam nie wie jakim cudem znalazł się w Anglii.

Nazwa Horwich pochodzi ze staroangielskiego określenia har wice i oznacza "miejsce szarych górskich wiązów".
Ten wiąz to wych-elm, po łacinie ulmus glabra znany w Polsce pod nazwami: wiąz górski, wąz szorstki lub brzos. 
Istny koszmar z tą terminologią.



W starych kronikach Horwich można odnaleźć jako:
Horewic w 1221 roku
Harewych w 1277 roku
Horewyche w 1327 roku.

W Średniowieczu okolice tutejsze służyły baronom z Manchesteru do polowań, mieli do tego ( na to ?) wyłączność. Dziś każdy głupi kierowca może przejechać lisa bądź sarnę bez obawy o własną głowę. 
W związku z kierowcami. Na jakość dróg nie można narzekać, jedyny problem jest taki, że kierowcy tutejsi ciągle coś gubią w czasie jazdy. Jakieś deski, kawałki blach, cegły, buty, butelki plastikowe i kupę innych pierdół.
I tu taki mój apel. Kierowcy, nie gubcie !

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

MLM

Postanowiłem, że dla spopularyzowania mojego genialnego bloga użyję strategii MLM, której nauczyłem się od moich braci z opactwa Amway.
Każdy z czytelników, który namówi kolejnych pięciu czytelników do zaglądania na mojego blogaska otrzyma w prezencie pastylki na kaszel.


Dopóty dopóki

Nie będę nic pisał dopóty dopóki nie wpadnie mi coś do głowy.
Pomyślałem tylko, że nigdy nie ma mnie tam gdzie mnie potrzebują.
Typowy antybohater. Nie było mnie w Tottenhamie i wszystkie telewizory 3D sprzątnęli mi sprzed nosa.

niedziela, 7 sierpnia 2011

Sunday Morning

Rozpoczęła się pora deszczowa.
A na onecie można sobie poczytać o Andy Warholu.


sobota, 6 sierpnia 2011

Sobota

Muszę napisać choćby cokolwiek żeby nie było, że umarłem, cierpię na doła, depresję albo nie daj Boziu kaca. Na nic przez ten dzień piękny nie cierpiałem, po prostu do obiadu się leniłem a po obiedzie poczułem się tak obżarty, że znów się leniłem. Z domu wyszedłem tylko na chwilę, z małżą, puścić lotto.
Jakiś ruch koło pubu zauważyłem, jakaś furgonetka i dwóch podejrzanych typów.
Pewnie wynosili sprzęt.
Podsumowując - bezpłciowo jakoś dzisiaj.


Tą wspaniałą muzyką dzieliłem się dziś z całym światem a przede wszystkim z moimi angielskimi sąsiadami.



-------------------------
Obejrzane:Autostopowicz
Zjedzone: kotleciki mielone wołowe w sosie pieczeniowo-grzybowym, gnocci (czyli kopytka) i mizeria.
Wypite: kompot z suszonych śliwek

piątek, 5 sierpnia 2011

Upadek pubu Usherów

Pojechałem po małżę wcześniej niż mam to w zwyczaju, żeby zdążyć pograć sobie w rybki na telefonie. Po drodze zauważyłem, że protestujący w obronie pubu Greenwood Arms prawdopodobnie nic nie wskórali - budynek został ogrodzony siatką z napisami danger
Na dowód tego zrobiłem historyczne i specjalnie czarno-białe zdjęcie, taka stylizacja na stare kroniki, rozumita.


Czyli faszystowsko kapitalistyczne świnie dorwały się do tego kawałka historii pijaństwa hrabstwa Lancashire i teraz zostaną tylko gruzy, zupełnie jak po Powstaniu Warszawskim.
Piszący te słowa zaś, już nigdy nie zaśnie z mordą na dębowym stole i nigdy już nie obudzi go żaden mężczyzna w barwnej, kwiatowej sukience, rudowłosej peruce i wyzywającym makijażu na paskudnej, spuchniętej z opilstwa gębie, zbierający datki na dzieci chore na jakąś straszną, bo jej nazwa po angielsku brzmi jeszcze gorzej niż po polsku, chorobę.
Z tego - nieco teatralnego - żalu, sam wziąłem się za zakupioną w Tesco butelkę Teacher`s Blended Scotch Whisky i zdążyłem jak do tej pory wyżłopać 200 gram z wodą sodową i lodem. Nie spodziewam się, że będę w stanie cokolwiek jeszcze dzisiaj napisać więc jedyne co mi pozostaje to zapowiedzieć fascynujące teksty, które pojawią się w niedalekiej przyszłości na temat broni palnej i heroiny.

Dla daltonistów: pub Greenwood Arms w kolorze.

------------------------------------

Obejrzane: Krwawe Walentynki  
                 Halloween

Wypite: mniej więcej tyle:


---------------------------------

 

Głód

 Przeraża mnie to, że mój kot wpierdala codziennie konserwy mięsne a tysiące ludzi umiera z głodu w Somalii. 
I nie mogę nic z tym zrobić.
Wczoraj wieczorem cholernie chciało mi się wódy, whisky, albo czegokolwiek wysokoprocentowego.
I też nie mogłem nic z tym zrobić.
Gdyby nie byłoby mi głupio przed małżą, na 100 procent poszedłbym do sklepu, kupił coś i się uchlał.

-----------------------

Wikipedia:

Napój Coca-cola wszedł na rynek w 1886 jako mieszanka ekstraktów krzewu koka i nasion drzewa kola. Reklamowano ją jako "wartościowy napój pobudzający umysł i leczący wszystkie nerwowe przypadłości". Do 1903 r., typowe opakowanie zawierało około 60 mg kokainy. Dzisiejsza Coca-cola nadal zawiera ekstrakt z liści koki – The Coca-Cola Company importuje obecnie ok. 8 ton liści rocznie. Jednak zabieg ten skutkuje jedynie w walorach smakowych, gdyż narkotyk jest usuwany.

Dlatego właśnie nie spożywam Coca-Coli.

Różne z życia

Znajoma małży, która mnie osobiście zna tylko z widzenia
( odległość mniej więcej dziesięć metrów ) powiedziała, że nie wyglądam na takiego, który książki czyta.
Bo mam "gębę łobuza".
To co, kurwa, łobuzy nie mogą czytać ?
Powiedziałem małży żeby przekazała znajomej, że ja czytam książki dla łobuzów, książki w których przecinkiem jest kurwa a kropką chuj.


Co do książek. Na Osiedlu Piekary w Legnicy, gdzie drzewiej mieszkałem, była mała biblioteka osiedlowa. Na jednej z półek dostrzegłem unikatową, bo prawdopodobnie do dziś nie wznowioną, a wydaną chyba jeszcze w latach siedemdziesiątych, świetną biografię Jamesa Joyce`a pióra Richarda Ellmana.
Zajrzałem do jej karty bibliotecznej i co zobaczyłem. 
W ciągu pięciu lat od momentu, w którym znalazła się na półce - nikt jej nie wypożyczył.
Byłem pierwszy. 
Na allegro chodzi po 80 do 100 zeta.
Pomyślałem teraz, że jak kiedykolwiek jeszcze będę w Polsce to sprawdzę ilu po mnie tę książeczkę wypożyczyło.

A dziś rano małża powiedziała, że mam się wykąpać i ogolić.
No dobra. W końcu weekend.

Fakty Bydloga™

Proszę bardzo - rodziny smoleńskie ( jaka piękna nazwa swoją drogą - prawie jak rodziny katyńskie ) czytaj: gatunek, hiena kanibalis - na pierwszych miejscach list wyborczych PIS.
Z odszkodowaniem, które otrzymały, spokojnie można bawić się w politykę. Przybrać cierpiętnicze miny, założyć czarne stroje i przeć, przeć, przeć.
I naprawdę nie piszę tego z miłości do Platformy.
Tych zadowolonych z siebie, obżartych świń też nienawidzę.
Gdyby zalegalizowali ZIOŁO, już na drugi dzień dojebali by taką akcyzę, że palić by się odechciało.
Kłamliwe szczury z SLD na Sybir.
Pawlak i reszta peeselowców - do piekła !
Korwin, Palikot i reszta - niech sobie blogi piszą.

czwartek, 4 sierpnia 2011

Dzień tygodnia

Codziennie zaglądam na tego durnego bloga a i tak nie wiem jaki jest dzień tygodnia. Byłem pewien, że dziś środa.
Małża wyprowadziła mnie z błędu.

_____________________________
Obejrzane: Odważny
Zjedzone: beef stew with dumplings

Biżuteria

Czytam w onecie o polskiej sprzątaczce, która ukradła żonie brytyjskiego ministra biżuterię wartą 90 tysięcy funtów. Świetny temat dla antypolskich tabloidów.
A ja mówię: dobrze zrobiła. Powinna jeszcze poderżnąć gardła wszystkim w zasięgu tych drogich błyskotek. Ludzie nie mają co do gara włożyć a tu, kurwa, biżuteria za 90 tysięcy.
Kto tu jest większym złodziejem.
Ja pierdolę, gadam jak Lenin albo Trocki. 
Czyżbym szedł w lewactwo ?

Stałem się czymś w rodzaju zombie - od kompletnego umarlaka różni mnie tylko to, że się posilam. A ogólnie - pusta skorupa.

Pierdolić system.

Pustak

Cały dzień leżę i najzwyczajniej w świecie się opierdalam.
Przemieniłem się w totalnego, zdziadziałego pustaka.
Nawet się nie ogoliłem.
Mam nadzieję, że zdechnę w tym roku.

-----------------

Obejrzane:Blow