środa, 30 kwietnia 2014

Koniec kwietnia

Kwiecień dobiega końca, a ja wciąż żyję i mam się całkiem dobrze, na złość całemu lewactwu wypełzającemu ze wszystkich dziur ( patrz zdjęcie pod notką ). Praca w angsoc-owym kołchozie wyraźnie mnie odmóżdża, więc nic mądrego nie przychodzi mi do głowy tylko same GUPOTY.
W dodatku komputer złapał jakąś infekcję o nazwie search.conduit.com i za skarby nie mogę się tego diabelstwa pozbyć.
Postanowiłem sklasyfikować polskich wyborców:

LEWACTWO

lemingi - zwolennicy PO
mohery - zwolennicy PIS słuchający Radia Maryja
pisiory - zwolennicy PIS nie słuchający Radia Maryja
palikociarnia - zwolennicy Twojego Ruchu Europa Plus i dewiacji w sejmie
Nie wiem jak nazywają się zwolennicy SLD i PSL.
Do lewactwa zaliczyć można także zielonych, feministki, gejów, komunistów, Ikonowicza, czytelników Gazety Wyborczej, widzów publicznej telewizji, tefałenu i polsatu, anarchistów, paradziarzy równości, fanów tęczy i wielu, wielu innych.


PRAWACTWO

faszyści - zwolennicy Ruchu Narodowego
korwiniści - wyznawcy Janusza Korwin-Mikkego ( wyznawcy a nie zwolennicy - to warto podkreślić )
ci od Gowina - zwolennicy partii Gowina
bydlogowcy - przychylni Korwinowi, ale nieliczni

Jeśli ktoś ma jeszcze jakieś propozycje co do powyższej klasyfikacji, jestem otwarty i czekam z utęsknieniem.




wtorek, 29 kwietnia 2014

Guerilla Magilla zbrojnym ramieniem Nowej Prawicy

Bydlog od wczorajszego wieczoru jest w świetnym humorze ( mimo poduszek w tle ), bowiem właśnie wczoraj wieczorem obejrzał program, w którym największy ideolog konserwatywnych liberałów Janusz Korwin Mikke - jak to mówią - zmasakrował lewaka Zalewskiego. 
Ja przepraszam, że tak ciągle marudzę o polityce, ale do 25 maja tak już będzie niestety. Wyborów oczywiście nasi nie wygrają, ale może trafi się choć jeden, no może dwa mandaty. Po tym wczorajszym programie też zachciało mi się masakrować lewaków i postanowiłem, że prawicowa partyzantka miejska komendanta Bydloga ( Guerilla Magilla ) wesprze zbrojnie Nową Prawicę.
Dzięki temu Zalewskiemu dowiedziałem się:
że ma dom na wsi ( kogo to obchodzi, pewnie, że ma z takich pensji ), że PO ( nigdy nie ufałem organizacjom, które mają obywatelska w nazwie ) jest partią, która rozwiązuje konkretne problemy konkretnych ludzi ( z tym trzeba się zgodzić ), że nie był w PIS-ie ( a był ), że najważniejsze jest bezpieczeństwo ( na tym hasełku chyba teraz bazuje cała ich kampania wyborcza ), że emerytury są pewne ( no nie wiem, ze mną nikt żadnej umowy nie podpisywał, że jak skończę tyle a tyle lat to ktoś będzie mi wypłacał emeryturę w wysokości zależnej od moich wkładów ), że partie oparte na ideach i programach to dziewiętnasty wiek ( pewnie dlatego z taką łatwością przychodzi mu przeskakiwać z partii do partii ), że pieniądze z OFE uratowały bankrutujący ZUS ( no proszę, proszę ), no i oczywiście na koniec, że Korwin to faszysta i wielbiciel Hitlera i III Rzeszy ( Zalewski ma wyraźne problemy z rozumieniem tego co się do niego mówi ). 
A co u mnie. Pracuję w kolejnej socjalistycznej firmie, która musiała chwilowo zatrudnić dodatkowego człowieka ( czyli mnie ) żeby naklejał etykiety potwierdzające jak to produkowane przez nich towary spełniają wszelakie normy unijne. Ile przez ten czas wyprodukowałbym prawdziwych towarów. No, ale cóż - podobno chcącemu nie dzieje się krzywda, a przecież wszyscy chcieli być w Unii Europejskiej.



poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Job agent męczy Bydloga

Mój job agent nie próżnuje, jednocześnie nie dając mi próżnować. Dziś zadzwonił do mnie przed ósmą, że ma dla mnie robotę na ten tydzień: w fabryce poduszek i kołder. No i pojechałem.
Z rurkowca zmieniłem się w poduszkowca. Zaczynam być tak uniwersalny jak sympatyczna ekipa z "Tajemniczej Wyspy". Praca lżejsza tak ze sto razy, ale stanowczo nie mój klimat. Jakoś przemęczę jednakże.

Acha i uprzedzam - proszę nie próbować mnie przekabacać, żebym zmienił zdanie i nie zagłosował na partię Korwina. To już postanowione. Zagłosowałbym na samego diabła, żeby coś się w tym polskim, politycznym światku zmieniło. Nawet na gorsze.


niedziela, 27 kwietnia 2014

Nieszczęśliwy Bydlog

Jestem nieszczęśliwy. Otaczający mnie świat mi nie odpowiada. 
Chciałbym zasnąć i już się nie obudzić.

sobota, 26 kwietnia 2014

Mój program polityczny

Już trochę za późno, żebym kandydował do parlamentu europejskiego, ale zaczynam poważnie myśleć o polskim sejmie. Namawiają mnie do tego: małpka Fykum Mykum i kot Kusia. Pies chory na lewe oko milcząco aprobuje ten pomysł. 
Zaczynam powoli tworzyć polityczny program.
Po pierwsze: legalizacja homoseksualnych związków między zwierzętami. ( na przykład żyrafa z żyrafą )
Po drugie: legalizacja związków między zwierzętami różnych gatunków ( na przykład słoń z wężycą )
Po trzecie: legalizacja związków homoseksualnych między zwierzętami różnych gatunków ( na przykład kota z rybą ).
Po czwarte: ZUS i NFZ dla zwierząt.
Po piąte: wpis do konstytucji, że w katastrofie smoleńskiej nie maczał palców nikt postronny.
Po szóste: darmowe podręczniki do wszystkiego dla wszystkich.
Po siódme: akcyza na nielegalne środki odurzające.
Po ósme: więcej demokracji.
Po dziewiąte: wpis do konstytucji, że Putin to Hitler.
Po dziesiąte: 100 000 amerykańskich żołnierzy w Polsce.
Po jedenaste: likwidacja dębowych stołów i ław.
Po dwunaste: zakaz seksu z obowiązku.
Po trzynaste: niech się rodzi milion prawdziwych Polaków rocznie.
Po czternaste: aneksja Wielkiej Brytanii do Rzeczpospolitej.
Po piętnaste: likwidacja związków zawodowych i dowodów osobistych.
Po szesnaste: zwiększenie minimalnej płacy do 10 000 złotych miesięcznie.
Po siedemnaste: więcej wesołych świąt.
Po osiemnaste: ustanowienie monarchii przez demokratyczny wybór.
Po dziewiętnaste: wybór króla w głosowaniu sms-owym.
Po dwudzieste: więcej wszystkiego.
Po dwudzieste pierwsze: zakaz pedałowania.
Po dwudzieste drugie: nakaz jazdy w prawo.
Po dwudzieste trzecie: likwidacja Owsiaka i Tomasza Lisa
Po dwudzieste czwarte: dziesięć dodatkowych kanałów telewizji publicznej.
Po dwudzieste piąte: dla mnie dożywotnia pensja w wysokości odpowiadającej moim potrzebom.
Po dwudzieste szóste: delegalizacja konkurencyjnych partii politycznych.
Po dwudzieste siódme: unia gospodarczo - militarna z Chinami i Brazylią.
Po dwudzieste ósme: wpis do konstytucji, że generał Pinochet był w porzo, bo masakrował lewaków.
Po dwudzieste dziewiąte: hymnem polski stanie się "Lokomotywa" Tuwima - ogłosimy konkurs na melodię.
Po dwudzieste dziesiąte, tfu, po trzydzieste: wszyscy co są za starzy mają odmłodnieć.
Po trzydzieste pierwsze: niech każdy ma to co chce.
Po trzydzieste drugie: uchwalić, że banan to zwierzę ( będzie wtedy można legalizować związki banana z innymi zwierzętami )
Po trzydzieste trzecie: wpis do konstytucji, że człowiek to zwierzę.
Po trzydzieste czwarte: wpis do konstytucji, że nie ma duszy.
Po trzydzieste piąte: refundacja operacji zmiany płci dla dzieci, młodzieży i zwierząt. ( pamiętajmy o punkcie trzydziestym trzecim ). To chwilowo tylko taki zarys programowy, ale zdaje się, że w porównaniu do PO, PIS, SLD, PSL i Palikota całkiem sensowny.

Na zdjęciu: Kusia Bydlogowicz, jeden z kandydatów do sejmu Rzeczpospolitej.


piątek, 25 kwietnia 2014

Politycznie

Żona mówi mi, że nie powinienem być aż tak szczery na blogu. A ja jej na to, że blog jest głownie dla mnie, żebym za parę lat mógł sobie przeczytać siebie sprzed paru lat. Jeśli dożyję. A ten świat wkurwia mnie z dnia na dzień coraz bardziej. Pewnie gdybym żył w Polsze i był jednym z urzędników Jego Ekscelencji (tfu) Donalda Tuska - zachwalałbym swój żywot i otaczające go realia w niebogłosy. Ale nie jestem i mam oczy i uszy szeroko otwarte. Kaczyńskiego też nie cierpię, żeby było jasne.
Marzę żeby naród wreszcie zmądrzał i przestał głosować na PO, PIS, PSL, SLD i Palikotów tudzież inne dziwne cuda niewidy. Ale to takie same marzenia jak to, żeby nie było wojen i nikt nie chorował.
Większość to Mariolki tipsiary, łyse karki i filozofowie chłopscy. Więc dane mi umrzeć w tym paskudnym kotle. Fucking shit.
A najbardziej wstydzę się za tych, którzy zagłosują na najbardziej zakłamaną w historii Rzeczpospolitej partię czyli PO.

P.S.

Jak zauważyliście na blogu Bydloga rozpoczęła się kampania polityczna, ale wierzę, że choć maleńka kropelka potrafi wydrążyć skałę.


Niespełnione oczekiwania Bydloga

Tak niewiele żądam od życia. Ciężkiej, niskopłatnej roboty, żeby wszyscy się ode mnie odpierdolili.
I nawet tego nie mam. Po chuj żyć ?
Żeby palić i pić ?



Miałeś Bydlogu złoty róg ostał Ci się ino sznur

Taaak. Te Wasze modlitwy za Bydloga nie za bardzo. Albo nieszczere, bądź od niechcenia musiały być.
Przyszły tydzień to mój come back do bezrobocia. Chwilowo jeszcze takiego chwilowego, nie zalegalizowanego, bo to podobno tylko tydzień przestoju, ale zawsze. Story of my life.
A ja mam taki pomysł dla Polaków w Polsce. Skoro wszyscy obywatele mają zapewnioną bezpłatną służbę zdrowia i edukację, to dlaczego nie zapewnić takowych także zwierzętom. Przecież wszyscy kochamy zwierzęta: koty, psy, małpki Fikum Mykum, świnki, krówki, kurki, lisy i inne padalce i szczury.
Stwórzmy więc NFZ dla zwierząt, wybudujmy biurowiec, zatrudnijmy urzędników i obciążmy społeczeństwo dodatkową składką - któż z Was miałby coś przeciwko ?
Dość wyzysku, dość płacenia prywatnym weterynarzom, niech ktoś w końcu zrobi z tym porządek. 
Same korzyści: bezrobocie trochę zmaleje, powstaną nowe inwestycje, kto wie może eurokołchoz coś dołoży ze swoich funduszy. No i zwierzęta w końcu będą miały swoją opiekę...i własne kolejki do specjalistów.
To samo z edukacją. Każdy przecież zgodzi się dawać te parę złotych dodatkowo na szkoły dla zwierząt.
Niech uczą się przystosowania do życia w rodzinie i piszą wypracowania na temat "Folwarku Zwierzęcego".
Tako rzecze Bydlog.



środa, 23 kwietnia 2014

Bydlog o spocie "rządu".

Spot jak spot, nawet da się obejrzeć, a że pieniądze na niego poszły to też nic, nie takie pieniądze szły w błoto za panowania Tuska. Może to wszystko przeszłoby bez echa gdyby nie ta "prezentacja" tego spotu.
Dawno nie widziałem tak smutnego i żenującego widowiska. Zawsze żal mi było klaunów i komików, z których nikt się nie śmieje. A ta pani Bieńkowska, nie trzeba być wytrawnym lisem politycznym żeby wiedzieć, że takich osób do rządu się nie bierze, a jak już trzeba wziąć, to niech podpisują klauzulę, że nie będą się wypowiadać publicznie. Niby wykształcona, inteligentna kobieta, a powiedzonka prawie jak z blogu Bydloga. To takie moje refleksje.
Dziś pracowałem z małpką Fikum Mykum w wydaniu angielskim ( codziennie zmieniam partnerów jak rasowy homo ) i w dodatku z ADHD. Co za harce, co za miny, naprawdę uśmiałem się do łez.
Ale nie myślcie, że się nie natyrałem. Natyrałem się jak cholera. Cudownie się natyrałem. Bogu dziękuję, że ponad siedem lat temu rzuciłem biurowe roboty. Pracując w biurze przed komputerem omijała mnie cała rozkosz cudownego lumpenproletariackiego życia.  Jako wyzyskiwany robotnik w kapitaliźmie czuję się niczym ryba w wodzie. Uwielbiam być wyzyskiwany.
Co do pana Piotra Dukala - chwilowo ciężko mi się zabrać, w dodatku przeczytałem wywiad ze Stanisławem Lemem i naszły mnie wątpliwości czy warto tracić szans na płodzenie jakichkolwiek dzieł, czy to literackich czy też grafomańskich. Oto fragment tego wywiadu:

Lem: Niech się pan przyjrzy temu, co się dzieje na rynku księgarskim. Książka żyje dziś dwa albo trzy miesiące - i koniec. Kto trzyma w księgarni książkę sprzed roku? Przecież to starocie. Księgarze na całym świecie mówią, że jest za dużo nowych tytułów, żeby mogli sobie pozwolić na trzymanie starych. Że tytułów będzie coraz więcej, wiedzieliśmy od dawna. Ale to nie musiało prowadzić do niszczenia kultury - mogło ją wzbogacać. Można było sobie wyobrazić, że kiedy będzie coraz więcej wydawanych książek, kultura na tym zyska, bo większa będzie szansa wydania dzieła wybitnego. A jest przeciwnie. Dzieła wybitne - nawet jeżeli powstają - giną w nieogarnionej produkcji, a przebija się dobrze reklamowana szmira. 
Żakowski: Ale Pana książki... Lem: O mnie nie rozmawiajmy. Ale największe dzieła w ogóle giną z kultury. Czy ma pan jakiegoś znajomego, który z czerwonymi oczami siedzi nocą pod lampą i czyta „Gilgamesza” albo „Odyseję”? Nikt dziś nie czyta najwybitniejszych książek światowej literatury. Ludzie czytają Grishama, a nie znają Homera. To się stało w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat. Rynek literacki zabił literaturę. 

Już na dziewięćdziesiąt procent wiem jakie kupię auto. Pozostanę mianowicie przy marce, która przez ostatnie siedem lat mnie nie zawiodła tylko zmienię model na nowszy. Będzie to Peugeot 407, ważne żeby nie miał więcej niż 5 lat, kosztował nie więcej niż 4000 funtów i nie był biały.
Jeszcze nie wiem czy będzie to coupe czy sedan - zobaczy się. Najprawdopodobniej diesel - mam to ropniaków sentyment.




wtorek, 22 kwietnia 2014

Smutny dzień

Smutny dzień. W pracy nie było Ala vel Donalda. Zamiast  niego pracował ze mną jakiś nieogarnięty, dłubiący w nosie z otwartą paszczą, młody Anglik.
Smutno jest też bo deszcz dzwoni o szyby. Generalnie jakaś melancholia.
Chyba za mało wypiłem w Święta. Przez tą wstrzemięźliwość cały czas myślałem o nieuniknionej śmierci. Strasznie porządnieję.

UKIP wrzuciło mi ulotkę przez dziurę w drzwiach. Mam wybór - mogę głosować albo na nich jako mieszkaniec UK, albo na Korwina jako obywatel Polski. Wybieram Korwina bo gada po polsku.



sobota, 19 kwietnia 2014

Zyczenia

Wszystkim, którzy dotrzymują mi kroku w tym wycinku mojego życia życzę Wesołych, Spokojnych Świąt.

piątek, 18 kwietnia 2014

Dzień męki Pańskiej

Już wstałem i piję kawę. Dziś tradycyjnie post i pamięć o męczeńskiej śmierci Jezusa Chrystusa na krzyżu. Nie jestem gorliwym katolikiem, ale mam szacunek i ten dzień traktuję poważnie. Teraz szykuję się na świąteczne zakupy, rodzina znów w komplecie więc trzeba się zaopatrzyć w polskim sklepie. Na razie mam mazurka i butelkę Jacka. Wieczorem obejrzę sobie "Pasję" Mela Gibsona. Genialny film.



czwartek, 17 kwietnia 2014

Korwin Mikke

Dowiedziałem się właśnie, że mogę wziąć udział w wyborach do europarlamentu korespondencyjnie. I postawiłem, że po wielu, wielu latach zmobilizuję się i zagłosuję na Korwina. Sorry, ale taki mamy klimat polityczny. Żonę i całą rodzinę też namówiłem. Niech chłop ma. Tyle lat się tuła w tej polityce, komu jak komu, ale jemu należy się na starość jakaś dobra miejscówka. Poza tym od wielu lat sprawia mi wiele radości wkurwiając polityków i dziennikarzy z establishmentu. Kiedy tylko pojawia się w którejś z reżimowych stacji wszyscy starają się go zakrzyczeć, zrobić z niego głupa itp. Dziś Kraśko dał popis w TVP Info. Ale co mu się dziwić.
Dziwne, że w ogóle Korwina zaprosili. Musi biorą na serio, że chłopina ma szanse tym razem.
Z drugiej zaś strony nie życzyłbym Korwinowi zwycięstwa w polskich wyborach. Długo by facet nie pożył.



Długi weekend, ale czy stracony ?

Ja już oficjalnie rozpocząłem długi weekend otwierając piwo. Dziś pracę zakończyłem o pierwszej a zapłacą mi jakbym pracował do drugiej. Taki bonus. Dobra praca. Wszyscy wokół to mówią. I ja też tak myślę, a z niejednego angielskiego pieca chleb jadłem. Kible czyste, eleganckie, wszędzie porządek, prawdziwy ordung, może to dzięki tym wszystkim certyfikatom jakości ISO. Jak u Niemca, Anglików do tej pory znałem z zupełnie innej strony. 
W poprzednich robotach począwszy od Tesco wszyscy bez wyjątku na wykonywaną pracę używali określeń typu: fucking, shit, miserable, helpless, pointless, stupid, silly, for retards i tym podobnych, długo by jeszcze wymieniać. A tutaj: good job i good job. Nikt nie narzeka. Normalne cuda.
Na stałe mnie jeszcze nie przyjęli, ale w przyszły wtorek mam znów przyjść. Dziś było fajnie, ale omal nie zgniotła mnie rolka papieru. Usprawiedliwia mnie fakt, iż była większa i cięższa ode mnie.
Ach i w przyszłym tygodniu nie ma Ala vel Donalda. Będzie mi smutno.
Powiedziałem mu, że dam radę on my own to tylko się głupio zaśmiał. A ja po prostu chciałem żeby się chłop nie martwił na urlopie.
A teraz bomba. Wczoraj wrócił syn marnotrawny. Z podkulonym ogonem. Pewnie głód go przycisnął. Wiem jestem wredny, nie okazałem radości - powiedziałem tylko "cześć". On też był wredny nie dając znaku życia przez tyle czasu. Ciekawe co teraz z tego wyniknie.
W każdym bądź razie jego pozycja w moich oczach spadła o kilka miejsc. Musi teraz ciężko zapracować na odbudowę stosunków.To ja teraz jestem władza.
A na Święta zaprosiłem Jacka Danielsa. A co mi tam, promocję zrobili.



wtorek, 15 kwietnia 2014

Modlitwa za Bydloga

Z kronikarskiego obowiązku zapisuję ten dzień dzisiejszy w niniejszym pamiętniku.
Dziś tygodnica ( dlaczego tygodnicę podkreśla mi na czerwono ? Nie ma takiego słowa ? ) mojego robotniczego życia. Jest pozytywnie, ale wciąż martwię się, że to długo nie potrwa.
Ech gdyby tak dostać się tam na stałe i już do końca życia produkować kartonowe rurki i tuby.
Wróciłem do domu, wziąłem prysznic, zrobiłem pranie, wywiesiłem mokre szmaty w gardenie bo dzień dziś niezwykle słoneczny, przygotowałem obiad dla małżonki, posprzątałem po kocie bo znów narzygał, posiedziałem z nim w gardenie pod praniem, zrobiłem sobie kawę, przejrzałem wieści z wschodu i zachodu, pojechałem zatankować samochód. I to wszystko w ciągu dwóch godzin. Kiedy byłem na zasiłku w ciągu ośmiu godzin robiłem o wiele mniej. Jest różnica. 
Jak mnie choć trochę lubicie pomódlcie się za mnie żeby mnie przyjęli na stałe - będę wdzięczny. Nie musicie odmawiać całego różańca - wystarczy krótkie: "Proszę Cię Panie Boże niech Bydlog dostanie tę pracę na stałe". Dla ateistów mam coś takiego: " Ech niezmierzony Wszechświecie niech Bydlogowi z pracą się powiedzie !". 
Z góry dziękuję.
Jak mnie nie przyjmą na stałe będzie od razu wiadomo żeście mnie olali.



poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Nirvana

Dziś w pracy, podczas wykonywania szeregu nieskomplikowanych czynności osiągnąłem coś bardzo zbliżonego do stanu nirwany, ale nie takiej jak Kurt Kombajn  Cobain kiedy strzelał sobie w łeb, lecz ten prawdziwy zaawansowany poziom urzeczywistnienia i całkowite uczucie wygaśnięcia cierpienia zarówno fizycznego jak i psychicznego. Brakowało tylko żebym wyszedł z ciała i patrzył się na siebie jak ten debil z nad sufitu. No, ale do tego ostatniego nie doszło, może i dobrze bo człowiek, który odkrywa nieodkryte może kompletnie zwariować albo poczuć się nieśmiertelny. Gdyby przyjrzeć się bliżej temu co wtedy czułem musiałbym powiedzieć, że nie czułem nic. Minęły wszystkie psychozy, strachy na lachy, koszmary wewnętrzne, obawa przed lataniem, ból kończyn i zębów, troski życiowe, lęk przed przyszłością, trwoga nagłego zejścia, przestałem nawet odczuwać to, że oddycham i że w klacie mam bijący mięsień. Czułem się jak kryształowy wazon, pusty w środku, ale solidny i gdyby ktoś stuknął we mnie metalowym widelcem czy łyżką rozeszłyby się fale dźwiękowe o przyjemnej barwie i sympatycznym brzmieniu.
Wszystkie zmartwienia, o których nie chcę nawet pisać na blogu ewaporowały się.
Wiem, podniecam się tym stanem, ale to coś zgoła niecodziennego dla takiego permanentnego neurotyka jakim jest autor tych słów.


niedziela, 13 kwietnia 2014

Sobotnie migawki

Wczoraj obejrzałem sobie drugą część Hobbita. Zamówiłem młodszemu na urodziny HTC One Mini.
Zmieniłem hasła. Ucieszyłem się, że Korwin ma 5 procent w sondażach. Zjadłem brokuła. 
Obciąłem kotu pazury. Poczytałem o rewolucji francuskiej. Zacząłem myśleć o zmianie samochodu, dałem sobie czas do czerwca.
I to by było na tyle. 


piątek, 11 kwietnia 2014

Bydlog nabuzowany

Jezu jak się cieszę
Z tych króciutkich wskrzeszeń
Kiedy pełną kieszeń znowu mam
Znowu mogę myśleć
Trochę jakby ściślej
I wymyślać śmiało nowy plan

I pięknie jest
Nieskromnie bardzo jest

Kiedy mija, tak jak wszystko
Ta euforia kilku dniowa
Wstawać i pracować i mieć
Nie bardzo mogę
Nie bardzo chcę

Jezu jak ja lubię
Jak ja bardzo lubię
Chyba tak nie umie lubić nikt
Lubię się zaszywać
Lubię nadużywać
Szukam wciąż okazji
I je mam

I pięknie jest
NIeskromnie bardzo jest


Klaus Mitffoch

Siedzę sobie popijam Kasztelana i słucham Klausa Mitffocha.  I myślę, że strasznie niewymagający od życia ze mnie facet. Zero ambicji. Zwykła fizyczna robota i wolne weekendy to dla mnie szczyt szczęścia.
Taki już jestem i nic na to nie poradzę. Mogłem przecież zostać w Polsce, być dalej biurwowcem i lemingiem, ale coś mnie pognało. A jak mi teraz jest wspaniale. W tle "Strzeż się tych miejsc", przepiękna wrocławska pieśń, we mnie ból mięśni tłumiony piwem i święty spokój. Żona już krzywo nie patrzy, kot się przymila kiedy wracam, na obiad kaszanka z cebulą, czegoż tu chcieć więcej. 
Zawsze byłem chamem, mam to we krwi, ze szlachtą nic wspólnego. Gdyby nie wojna i komuna to dziś byłbym pewnie białoruskim chłopem zaczynającym dzień od stakana wódki. I pewnie nie byłoby źle.
Jakie trudne jest poszukiwanie własnej tożsamości. Kiedy dziś usłyszałem, że chcą żebym w przyszłym tygodniu znów przyszedł do roboty autentycznie się ucieszyłem.
Małpę chwilowo pogoniłem na kopach. Nie będzie sobie jaj z poważnego bloga robić przed Wielkanocą.
Ciekawe jak to chwilowe me szczęście długo potrwa. Znając życie  - nie zbyt długo.
Dlatego czerpię z każdej minuty ile się da. Jestem naładowany, nabuzowany, euforyczny i demoniczny.
Skąd we mnie nagle tyle energii ? Jakieś psychozwiązki robota ciężka uwolniła w organiźmie ?
Czekam na podpowiedzi.



czwartek, 10 kwietnia 2014

OCZYWIŚCIE LICZĘ SIĘ Z TYM ŻE

czytelnicy, którzy tu do tej pory zaglądali ze względu na beznadziejny styl Toma po prostu odejdą nie chcąc czytać jakiejś małpy w dodatku inteligentniejszej od nich ale generalnie mam to w dupie obrażajcie się znajdę sobie innych czytelników to w sumie nic trudnego Masłowska znalazła Grochola znalazła Pilch znalazł a ja nie znajdę pewnie że znajdę i żeby jeszcze bardziej pogonić całe to Tomowe towarzystwo zacznę pisać nie używając żadnych znaków interpunkcyjnych bo dobrze wiem jaki to oczojeb tak że drodzy państwo musicie się z Tomowym pisaniem pożegnać niestety ale to jest najprawdziwsza prawda Tom umarł dla tego bloga jakem małpka Fikum Mikum zresztą zgodnie z zaleceniami ogólnoświatowymi zmieniłam hasło na bananowaskurka i Tom za cholerę nie wpadnie jakie jest to nowe hasło si ja !



WIECIE CO JAK JUŻ SIĘ DORWAŁAM

do tego blogaska to normalnie nie mogę się oderwać, można powiedzieć, że gęba mi się nie zamyka, ale to przecież nic dziwnego bo dziesięciu latach milczenia, stłamszenia, to coś jak hrabia Monte Christo, który uciekł z więzienia w celu zemsty, albo jak Nelson Mandela, czy inni decydenci po łagrach, no i po prostu chce mi się w końcu po lucku ( małpiu ? ) wygadać, może to głupie nie wiem czy kiedykolwiek wspominałam, ale czasami tefałen oglądam i robię to tylko dla Monisi Olejnik, która jest boska, cudowna, seksi, obiektywna i pozytywna, normalnie jak na nią patrzę to aż się we mnie lesbijskie instynkty budzą, robię się normalnie jak mój ulubiony aktor Antek Hopkins w filmie "Instynkt" ( nie mylić z "Nagim Instynktem" albo co gorsza z "Nagim lunchem" ) i nawet nie przeszkadza mi WOGLE, że ona jest resortówa, i Tomka Lisa też ubóstwiam choć on tefałen zdradził i był wulgarny, ale to jego zwierzęce nazwisko i uroda to też nie byle co, tak proszę Państwa ja telewizję oglądam ze względu na pojawiające się w niej wybitne dziennikarstwo, a już moja ukochana i chołubiona hołubiona od lat, cudna, przepiękna Elżbieta Jaworowicz to już wymyka się wszelakim kategoriom, to już jest coś jak Superman wśród superbohaterów, po prostu dzieło sztuki Andrzeja Warhoły, w telewizji podoba mi się też, że Wiktory zawsze dostają te same osoby, to takie fajne i miłe jest, a ostatnio dostał ten genialny sprawozdawca sportowy, który tak cudnie relacjonuje te cudowne zwycięstwa polskiej reprezentacji w piłce nożnej, ale on chyba dostał za całokształt twórczości, wiecie chyba o kim mówię, kurczę wyleciało mi z głowy, no jak jemu tam, cholera zapomniałam...jak sobie przypomnę to powiem... dobra, kończę bo wnuczki banany z grilla wyjęły i teraz wygląda na to, że chcą wsadzić Tomiego kota, biegnę...


ECH CHWILĘ MOGĘ ODETCHNĄĆ

bo wnusie małpusie zajęły się robieniem bananowego grilla i zabawą z kotem Toma, który nie jest tym zachwycony, bo mu konkurencja rośnie, a ja Wam tylko przypomnę, że jak macie jakieś hasła na fejsie, guglach, amazonkach czy innych tublrach to szybko zmieniajcie bo jacyś ludzie odkryli cholerną lukę w systemie bezpieczeństwa i jeśli nie zmienicie to za chwilę jakaś małpa będzie operować w waszym imieniu, pisać seksowne notki na blogach, robić sterty zakupów w necie, umawiać się na randki z osobami tej samej płci lub co gorsza z osobami płci bylejakiej, czatować z rosyjskimi oligarchami i różne inne świństwa, a może nawet kupić za Was najkrótszą grę świata czyli Metal Gear Solid Ground Zeroes, strzeżcie się więc niezmienionych haseł póki wam życie miłe, z reką na sercu to mówię ja małpka Fikum Mykum !



TO JA STARA SZYMPANSICA,

Wasza małpka Fikum Mykum. Po dziesięciu latach, bo tak to sobie obliczyłam, wreszcie udało mi się dorwać do tego bloga korzystając z okazji, że Tom zajęty, myśli, chodzi, ibuprofeny łyka, widać, że robota mu służy, najbardziej cieszy się pewnie z tego, że nie musi już jeździć do urzędu pracy i żebrać o zasiłek u Kameruna, poza tym on i tak ostatnio zaczął już przynudzać na tym blogasku, że aż się flaki wywracały i nawet przez te dziesięć lat prawie o mnie nie wspomniał, a tyle się przecież wydarzyło w mojej małpiej rodzinie.
Moja córka Bananowa Skórka, wyszła za mąż, w sumie nie było się czym za bardzo chwalić, Tom był na weselu, ale nie raczył o tym wspomnieć bo wydarzył się jak to mówią w małpim gaju mezalians, Bananowa Skórka wyszła za pawiana, świat schodzi na psy z chorym okiem i dynamicznie rozwijające się rynki telefonii komórkowej. No, ale cóż stało się i się nie odstanie, ale w sumie to jestem zadowolona bo żyją długo i szczęśliwie, w zgodzie i w biedzie, on ma na imię Marcellus i trochę taki psi ryj, no i ta dupa jego psuje mi apetyt przy niedzielnych obiadach na bananowcu, ale nie bije Skórki, ciężko tyra całymi dniami, nie pije bananowej wódki, doczekali się potomstwa ( licznego ) trochę dziwna mieszanka, ale teraz takie czasy, że dziwadła rulez, nawet w parlamencie ich niemało, no i niestety mało mnie obchodzi czy się cieszycie czy nie, że znów wróciłam i bloguję zamiast Toma, ale z tego co widziałam po ostatnich jego notkach to on się już blogowo skończył, ha, ha, dobry chłop, ale talentu do pisania to on nie ma, mi możecie wierzyć, wychowałam się na "Ulissesie" Joyce`a - to był mój elementarz i abecadło, a stało się to tak, że kiedyś jako mała małpeczka żyłam na wyspie i pewnego dnia rozbił się na niej samolot, ale nie Tupolew czy Boeing malezyjskich linii lotniczych tylko jakaś mała awionetka, no i załoga zginęła, ale ja jak to dziecko ciekawska byłam i przeszukałam samolocik, a tam właśnie proszę Państwa pod siedzeniem pilota leżała sobie stara, zużyta wersja "Ulissesa" z notatkami odręcznymi na marginesach i tak właśnie zaczęła się moja przygoda z czytelnictwem, a teraz już kończę bo mam trochę dziś roboty, córka zostawiła mi wnuczki do pilnowania i już zaczynają robić burdel, si ja ! Dobra jeszcze dodam, że wszystko Tomowi wybaczam bo dzięki niemu zobaczyłam Morze Irlandzkie, które tak cudnie sportretował Joyce, i acha bo bym zapomniała, Tom kazał przekazać żebyście się o niego nie martwili i, że jego nowy kolega z pracy Al vel Donald zwierzył mu się z następnego hobby po grach komputerowych i żarciu, a tym następnym jego hobby jest łowienie ryb, dziś pokazał Tomowi zdjęcie, na którym trzyma ośmiokilogramowego karpia a jego sutherlandzka gęba szczerzy radośnie i z dumą zębiska, i powiedział Tomowi, że taki karp to byłby jak znalazł dla dziesięcioosobowej polskiej rodziny na Christmas Dinner, Tom nawet pomyślał, że to może być rodzaj poniżenia narodowościowego, ale dał sobie spokój, no to teraz już si ja naprawdę, do następnej notki, papatki !



środa, 9 kwietnia 2014

O zawiści i lodówce

Al vel Donald ( jak ja nienawidzę imienia Donald ) spóźnił się dzisiaj do pracy tak ze czterdzieści minut.
Już myślałem, że wcale się nie pojawi i trochę smutno mi się zrobiło bo bardzo przywiązuję się do ludzi.
Ale przyszedł. Pod koniec dnia zaczął mnie wypytywać, gdzie mieszkam, ile lat tu jestem, jakie mam hobby i takie tam pierdoły. Okazało się, że to mój ziomal z Horwich, ale nigdy wcześniej go nie spotkałem, bo on nie pije i nie chodzi po pubach. Gra za to w gry konsolowe i przy tym żre - dlatego jest taki gruby.
Cholera, trochę odwykłem przez te pół roku od roboty. Kości mi się zastały. Mięśnie mnie bolą. 
Ale to taki sympatyczny ból mówiący: " ale się kurwa narobiłeś chłopie".
Jak na razie to więcej wydałem na tą robotę niż zarobiłem. Wczoraj kupiłem buty robocze i spodnie żeby jakoś się prezentować, jak prawdziwy prol.
I pamiętajcie: tylko prole i zwierzęta są wolne, arbeit macht frei, proletariusze wszystkich krajów łączcie się.
I nie myślcie, że nie zauważyłem, że od kiedy pracuję przestaliście czytać mojego blogaska.
Zawiść ? Zazdrość ?

A teraz na zakupy. Lodówka pusta.



wtorek, 8 kwietnia 2014

Bydlog idzie do pracy

No i ch...
Skończyło się.
Od jutra idę do pracy. Ta agencja, w której dziś byłem tylko ot tak, pro forma - okazała się być niezwykle sprawną. Skończy się chwilowe biadolenie na bezrobocie, zacznie się biadolenie na pracę, jej warunki, zarobki, gęby, szefa itp. Nie wiadomo jeszcze jak długo to wszystko potrwa - ale ten tydzień na pewno.
Jest na razie jeden plus - praca blisko domu, sześć minut samochodem. Godziny też nie takie złe - od szóstej rano do drugiej po południu. 
A co się tam robi ? Nawet nie chcę wiedzieć.
Jutro się okaże.
Jedno jest pewne. Kotu się to nie spodoba.





Bydlog odpoczywa po pracy

Co do tej pracy, mam właściwie tylko jedno zastrzeżenie: ciśnienie wody w kranie jest trochę słabe.
Reszta w porządku. Spora fabryczka, ciepło, nie ma przeciągów, pachnie klejem do papieru.
Jest także cicho, dzięki zatyczkom w uszach.
Praca myśląca, czyli myśli się o wszystkim, ale nie o tym co się akurat robi. Czyli fizyczna, co tu ukrywać.
Trochę żałuję ( już po pierwszym dniu, ha ), że to tylko tymczasowa praca.
Robię kartonowe rurki. Właściwie to maszyna je robi, robi i tnie. Ja tylko odkładam i ich brzegi smaruję za pomocą pędzla jakąś dziwną substancją, która wygląda jak, przepraszam za wyrażenie, sperma.
Pracuję z gościem o imieniu Al, który wygląda, nie, nie jak sperma, lecz jak gruby i niski Donald Sutherland. No i troszkę młodszy od tego prawdziwego. Ale zęby i oczy, wypisz, wymaluj.
Al vel Donald smaruje z jednej strony, a ja z drugiej. W przerwach między smarowaniem po prostu patrzę i myślę. Trochę nudne, ale co mi tam. Czasami maszyna się psuje, tak raz na jakiś czas, wtedy przybiega jakiś ważniejszy gość i naprawiają. Wtedy też stoję i patrzę.
Tych ważniejszych można poznać po taśmach mierniczych. Czasami podchodzą, mierzą, kiwają głową, robią grymasy. W poprzedniej firmie też tak było.
Al vel Donald ma większą wprawę w smarowaniu, bo ja ujebałem sobie całe spodnie, a on czyściutki.
Najlepszy numer, że ponieważ codzienna przerwa trwa tylko 25 minut - w piątki pracuje się do pierwszej zamiast do drugiej. 
Czyż nie cudownie ?

A żebyście widzieli co kot wyprawiał kiedy wróciłem z pracy, jakie skoki, jakie biegi, jakie dziwne odgłosy.
Czysta radość. Nawet poszedł ze mną do łazienki patrzeć jak biorę prysznic. Zboczeniec.

Na zdjęciu moje spodnie po pierwszym dniu pracy.


poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Bydlog omal nie pęka

Nie byłbym sobą gdybym kolejny raz nie dał dupy. Pojechałem dziś zapłacić za kurs wózków widłowych i okazało się, że w kwietniowym terminie nie ma już wolnych miejsc. Następny kurs dopiero w maju. Cudownie. Mogłem się dłużej zastanawiać. 
Zapisałem się dziś do kolejnej agencji pracy ( w Boltonie ), ot tak pro forma.
Kiedy stamtąd wyszedłem zachciało mi się sikać jak cholera. Ale w tym cholernym mieście oczywiście brakuje toalet publicznych. Przepraszam, jedną znalazłem, przy dworcu. Ale otwierana za pomocą monet 10 i 20 p. A ja jak na złość miałem tylko monetę 50 p. Do domu przyjechałem ze łzami w oczach.
W kiblu przeżyłem chwilę szczęścia. Czasami warto się pomęczyć.




Odpowiedzi na pytania

Odpowiadam na pytania Stelli w związku z nominacją do Liebster Award.

Jak lubisz spędzać wolny czas ?

Ciężko odpowiedzieć na to pytanie od kiedy wolnego czasu mam w bród i po pachy. Wolny czas stał się dla mnie taką codziennością, że właściwie kompletnie mi obrzydł. Gdybym jednak miał wolny czas plus pieniądze to najbardziej lubiłbym jeździć do czeskiej Pragi, spacerować po niej, odwiedzać piwiarnie, zajadać knedliczki i chłonąć atmosferę. 

Dzień czy noc ?

Noc ponieważ w nocy się śpi, a ja uwielbiam spać. Tylko śniąc bywam szczęśliwy.

Do którego zwierzęcia możesz się porównać ?

Oczywiście, że do kota. Najeść się, poskakać i spać.

Wymarzona podróż ?

Do miejsca, które mógłbym nazwać domem.

Najbardziej szalona rzecz, jaką zrobiłeś ?

Szczerze mówiąc prawie całe życie byłem tchórzem. No może nie tchórzem, powiedzmy człowiekiem ostrożnym. Wygląda na to, że nie popełniłem zbyt wiele szalonych rzeczy w życiu. A te, które się zdarzyły były spowodowane odmiennym stanem świadomości i raczej wolałbym o nich zapomnieć. 

Czego w sobie nie lubisz ?

Dosłownie wszystkiego. A najbardziej - wiecznego przygnębienia.

Lubisz tańczyć ?

Tylko po wódce.

Dlaczego piszesz bloga ?

By prócz żony, ktoś inny mógł posłuchać mojego biadolenia. I dla rejestracji życiowych porażek.

Co lubisz, a co nie we mnie ?

Lubię szczerość w prowadzeniu bloga, a czego nie lubię - nie mam pojęcia, chwilowo nic nie przychodzi mi do głowy.

Co jest w życiu najważniejsze ?

Spokój i posiadanie bliskich osób.

Czym jest miłość ?

Najmądrzejsi tego świata nie potrafią odpowiedzieć na to pytanie. Według mnie to przejmowanie się kimś lub czymś bardziej niż sobą.


Norma

Żonie skończył się urlop więc wszystko wraca na swoje stare tory. Szczerze mówiąc trochę odetchnąłem. Ona niby tego nie mówi, ale w jej spojrzeniach wyczuwam coś takiego jak: " nie dajesz z siebie wszystkiego żeby znaleźć pracę". 
A może nie. Może to tylko taka moja paranoja. 
Deszcz kropi, szarzyzna, paskudna kawa i skręcane papierosy. Witajcie na Pasie Startowym Jeden w roku 1984. Jestem tu już ponad sześć lat, a wciąż czuję się obcy. Nie zasymilowałem się. Do emigranckiego getta też nie należę. Gorzej, że w Polsce również czuję się obco. W czasie ostatniej wizyty ( ponad rok temu z kawałkiem ), czułem, że niby to jest mój kraj, mój język, ale jednak czułem się obco. Moje życie podzielone między dwa systemy polityczne i dwa różne kraje. Zgubiona tożsamość. Dwójmyślenie. Wygląda na to, że już nie znajdę dla siebie tego odpowiedniego miejsca w świecie. Muszę żyć temporary, i nawet nie marzyć o permanent.



piątek, 4 kwietnia 2014

Flądra

Na obiad flądra, a mnie coś połamało. Leczę się Tyskim.
W przyszłym tygodniu zapisuję się na ten kurs wózków widłowych i mam parę spotkań w sprawie pracy.
Ale coś mi śmierdzi, że do Wielkanocy jeszcze poodpoczywam.
Nie chce mi się przez tą moją ciężką chorobę nic pisać, mogę jedynie wspomnieć, że dziś kupiłem młodszemu nowy fotel do gniecenia dupska przed komputerem.
Stary fotel wygniótł na maksa.
I jest szaro, byle jak, normalnie, jak to u mnie. Że też Wam się chce jeszcze tu zaglądać. Jestem pełen podziwu.


czwartek, 3 kwietnia 2014

Nic

Wciąż jestem, ale nic.

 

środa, 2 kwietnia 2014

Bydlog postanawia walczyć dalej

Obudziliśmy się dziś tak samo nieszczęśliwi i w dodatku skacowani, ale trochę bliżej siebie.
Tak, tak, żona wczoraj przyłączyła się do konsumpcji Smirnoffa. I Bogu dzięki bo gdybym wypił go sam pewnie bym zszedł. Choć może akurat takie rozwiązanie nie byłoby całkiem złe.
Wódka jednak pomaga. Nie darmo powstało powiedzonko: " pić, pierdolić, nie żałować bida musi pofolgować." Wczoraj były nawet tańce i uśmiechy, Trojanowska i Budka Suflera, Dezerter i Brygada Kryzys. 
Ciekawe co na to sąsiedzi ?
Jest trochę lepiej, przynajmniej pogoda wróciła do normy i zgasiła to cholerne Słońce. Szaro i brzydko czyli można poczuć się jak w domu. 
Wczorajszy dzień trącił surrealizmem - to był jakiś podły żart.
Nic - trzeba dalej walczyć mimo ciosów w plecy.


wtorek, 1 kwietnia 2014

Bydlog nie radzi sobie z kapitalizmem

Właściwie to czuję się zdradzony.
Człowiek kształtuje się podobno w placówkach najwcześniejszej edukacji.
Obiecywałem służyć socjalistycznej ojczyźnie.
I co ?
Kurwa - zrobili bez pytania kapitalizm.

Bydlog na zdjęciu w ostatnim rzędzie ( ośla ławka ? ) najbardziej po lewej ( największy lewak ? )



Bydlog pęka

Dla mnie Prima Aprilis już się skończył. Tak głębokiego i przenikliwego doła, w tak piękny i słoneczny dzień nie miałem chyba nigdy wcześniej.
A dzień rozpoczął się całkiem nieźle. Poszedłem na rozmowę w sprawie pracy, wszystko przebiegło po mojej myśli, nie jąkałem się, byłem wyluzowany, uśmiechnięty i nastawiony w stu procentach pozytywnie.
Rozmówca dał mi nadzieję ( właśnie nadzieję ), że prawdopodobnie coś z tego będzie i jeszcze dziś się odezwą. Ale nie odezwali się, bo i dlaczego mieliby się odezwać. 
Po pierwsze to, że dostałbym pracę pierwszego kwietnia, już samo to zakrawałoby na kpinę i głupi żart. Poza tym niby dlaczego los miałby się tak nagle w ten piękny wiosenny dzień cudownie odmienić. 
Dlatego, że na klęczkach wyłem do Boga, kimkolwiek on jest, z prośbami o ową odmianę ?
Cały dzień żyłem nadzieją, chodziłem napompowany jak balon i teraz oczywiście pękłem.
Najbardziej zabolało to, że świetna praca, dobrze płatna i bardzo blisko domu. Lepsza oferta się już nie trafi.
Ostatecznie kupiłem Smirnoffa, siedzę, popijam i użalam się nad sobą na tym durnym blogu. Żona krąży tak na dwa metry ode mnie, pewnie wyglądam jak gniazdo wkurwionych, jadowitych żmij.
Nic się nie zmieniło. Straciłem już wszelką nadzieję. Mam ochotę wyrwać sobie łeb i rzucić nim o ścianę.
Kurwa - piana mi cieknie z pyska.
Starszy się odezwał, ale teraz to i na niego jestem wkurwiony. Lepiej niech mi się na razie na oczy nie pokazuje.
Na chuj ja w ogóle żyję ? Nie widzę sensu. Co miałem do zrobienia w tym życiu to zrobiłem.
Wychowałem grzecznie, za rączkę dwóch chłopaków, którzy już są w stanie odpowiadać za siebie.
Byłem dobry dal ludzi nie uchylając się od bezinteresownej pomocy.
Dobro niestety nie popłaca. Dostajesz za to - w ramach podzięki - nożem w plecy i nogą w dupę.
Trzeba było być skurwysynem i egoistą.



Fałszywka

Dobra, w końcu muszę się do tego przyznać.
Ten blog to fałszywka.
Tak naprawdę z zawodu jestem dyrektorem i mam motor. Kilka samochodów i śmigłowiec też.
Zarządzam wielką korporacją, w której pracuje znana w pewnych kręgach pani, a bloga założyłem tylko po to żeby jakoś nawiązać z nią kontakt ponieważ jestem bardzo nieśmiały.