wtorek, 27 maja 2014

Marazm

No cóż. Praca w poduszkach skończyła się. Od jutra zaczynam pracę w firmie spedycyjnej. Zaczyna mnie już męczyć ta tułaczka po różnych firmach. Ledwo się człowiek zdąży przyzwyczaić, a tu bach, zmiana.

Sudba cheloveka. W międzyczasie zdążyłem wymienić samochód. Postawiłem na azję po wielu latach jeżdżenia europejskimi autami. I szczerze powiem, że nie mam żadnej radochy. Wcale nie cieszę się nowym nabytkiem. Przy okazji dowiedziałem się jak sprawnie działa angielska policja. Już dzień po zakupie zostałem zatrzymany. Okazało się, że w systemie samochód figuruje jako nie ubezpieczony. Na szczęście przezornie wydrukowałem polisę i obyło się na grzecznościowej wymianie zdań. 
Co prócz tego. Nic. Nic. Nic.
Z rzeczy niecodziennych: zostaliśmy zaproszeni przez znajomych Angoli na obiad do włoskiej restauracji. W przyszłą sobotę. Strasznie nie chce mi się iść.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz